Dzień trzynasty

Te śniadania to już nam bokiem wychodzą. Marzę o ciemnym pieczywie, białym serze i jakimś domowym dżemie. Przełknęliśmy to samo co zwykle, ale przychodzi nam to z coraz większym bólem  .

Zebraliśmy się na shuttle bus na 10.00. Na plaży, tak wcześnie było jeszcze niewiele osób. Pożyczyliśmy leżaki, przygotowaliśmy bazę relaksową i zostawiliśmy z Różą wszystkich i udaliśmy się na rekonesans przedzakupowy, czyli research rynku. Róża wybrała sobie fajny plecak, ale jeszcze się nad tym zakupem zastanowimy. Wróciliśmy na plażę i poszliśmy do morza, wszyscy poza Tamarką. Wygłupom, zabawom nie było końca, po czym zmieniliśmy się i ja poszedłem czytać, a Tamarka wzięła udział we wściekliźnie morskiej. Kiedy już wszyscy początkowo wymordowani doszli do siebie, ubrania wyschły i zrobiła się 16.00 zawinęliśmy się z plaży i Tamarka, Ignacy, Zosia, poszli na masaż, a ja z Różą poszliśmy zrealizować upatrzony zakup. Po kupnie plecaka, obok sklepu zaczęli rozstawiać stragany domorośli restauratorzy. Skorzystaliśmy z okazji i zamówiliśmy Pad Thai i pani go nam przygotowała, do tego dokupiliśmy owoce, napoje i udaliśmy się na piknik na plażę. Tam rozłożyliśmy sarong i przy zachodzącym słońcu, w romantycznej atmosferze zjedliśmy kolację.

Spotkaliśmy się wszyscy przy 7/11, wsieliśmy w naszego shuttle bus i udaliśmy się do hotelu. Wszyscy przystąpili do wieczornych rytuałów, a ja ogarnąłem się nieco i poszedłem na spotkanie z rekomendowanym przez Miłego Polakiem – mieszkańcem wyspy. Jak się okazało poszedłem z Różą.  Spotkanie było ciekawe, człowiek miał sporo do powiedzenia w kwestiach życia w Tajlandii, na Koh Chang, nurkowania, swojej pracy jako agent turystyczny. Róża zasłuchała się i w zasadzie zdecydowała się na zrobienie kursu nurkowego u Daniela. Po 1.5 godzinie wróciliśmy do siebie.

Jutro nie zapowiada się nic spektakularnego, ale mam w planach poświęcić tym razem więcej czasu (pieniędzy ;-)) Ignacemu.

 

 

 

 

Dodaj komentarz