Dzień drugi.

Jak wspominałem o 10.30 miała przyjechać taksówka, więc spaliśmy  z Róźką wspólnie do 8.13, aż zadzwonił budzik. Róźka powiedziała, że chrapałem, ale to nie prawda, bo bym przecież słyszał. Odwiedziny u sąsiadów (reszta wyprawy), pakowanie, 9.00 śniadanie. Taksówkarz już czekał!

Zapakowaliśmy się do taksówki i w drogę, drogę znacznie dłuższą niż się spodziewaliśmy. Ruszyliśmy o 10.30. W porcie byliśmy trochę po 16.00.

Prom ruszył 0 17.00, 45 minut fajnych widoków, wścieklizny dzieci i dotarliśmy do wyspy na której widać tylko tropikalny las.

Załadowaliśmy się do songatew (pickup) z koreańczykami i w drogę do hotelu. Niecała godzinka i dotarliśmy. Fajne, spokojne miejsce w porównaniu z tym co widzieliśmy po drodze. Kolacja (Róża drugi dzień nie ma szczęścia żeby zamówić odpowiedni banana pancake-brak bananów) pad thai, zupa, placki z mango. Daliśmy radę, jeszcze o czasie wskoczyć do basenu z Ignasiem i Różą (Zośka była dwa dni temu w gorączce, więc na razie musi odpuścić).

A teraz w towarzystwie Jima (Beama) czytam maile i piszę tu głupoty, które potem będę wielokrotnie poprawiał ;-).

Zdjęć na razie brak. Nic nie zrzucałem jeszcze.

Dodaj komentarz