Dzień siódmy

Dzień miał byś spokojny i takim się okazał.

Leniwy początek, niechętnie zjedzone niecałe śniadanie, czyli jaki ranek taki dzień. Dzieci nadrabiały szkolne zaległości w przerwach zadając sobie umiarkowany ból, ja leżąc na bambusowym hamaku zająłem się układaniem zrobionych zdjęć. Trochę czytaliśmy z Ignacym Conan-Doyla, następnie znowu wrócił do lekcji, generalnie błogostan, nieróbstwo, kontemplacja.

Tak dotrwaliśmy do kolacji, po której dzieci dołączyły do lokalnych młodych widzów kreskówek na dobranoc. Po myciu Tamarka poczytała im Winetou i dzień dobiegł końca.

Jutro opuszczamy to miejsce, ale mamy nadzieję, że nie na zawsze.

Dodaj komentarz